Szukaj
  • redakcja

Ta propozycja może się odbić groźnym rykoszetem. A jak myśliwce to betka - więc może gra w zielone?



Po uderzeniu rakiety w Przewodów Niemcy zaproponowały Polsce swoje dwa patrioty i myśliwce eurofighter do ochrony polskiego nieba.

Po czterech dniach od tej propozycji, złożonej w niedzielę przez minister obrony Niemiec Christine Lambrecht, polska opinia publiczna nadal nie wie, co z tymi myśliwcami. Tak jakby nie było tematu. A przecież za naszą granicą trwa wojna.

Z patriotami jest jeszcze inny problem. Wczoraj rano min. Błaszczak ogłosił, że zaproponował Niemcom, by te baterie przeciwlotnicze, które miały bronić polskiego terytorium, ustawić na zachodniej Ukrainie. Tłumaczył to ostatnimi rosyjskimi atakami i tym, że w ten sposób patrioty mogłyby bronić skutecznie naszego terytorium, a także niektórych ukraińskich miejscowości.

Ta propozycja oznacza, że w najbliższym czasie niemieckie patrioty nie będą strzec naszego bezpieczeństwa. A być może w ogóle.

Czy min. Błaszczak wyobraża sobie, że swoje supercenne zestawy Niemcy ot tak przekażą Ukraińcom? I czy wyobraża sobie, że ukraińscy żołnierze umieją je obsługiwać? Jeśli tak, to spieszę wyprowadzić go z błędu.

A może min. Błaszczak myśli, że baterie patriotów na ukraińskim terytorium obsługiwać będzie Bundeswehra? I strzelać z nich do rosyjskich rakiet, sprawdzając wcześniej czy to nie lecą rosyjskie samoloty? By przypadkiem nie zabić rosyjskiego żołnierza?

Tak czy inaczej po zestrzeleniu pierwszego rosyjskiego pocisku Bundeswehra byłaby pierwszą armią NATO, uczestniczącą czynnie w wojnie na Ukrainie. Czy więc Pan Minister skonsultował tę swoją propozycję z prezydentem, premierem, sekretarzem generalnym NATO, stroną amerykańską i innymi naszymi sojusznikami? A może myśli, że konsultacje takie rozpoczną nasi zachodni sąsiedzi?

Jest wreszcie pytanie o to, co by się stało, gdyby Rosjanie któryś z patriotów zniszczyli. Dopóki te baterie stoją na terytorium NATO, dopóty są pod ochroną sojuszu. A jak by było w przypadku zniszczenia ich na Ukrainie?

Oczywiście jest pewna opcja, którą można by rozważyć. Jest nią patent krymski, czyli "zielone ludziki", tym razem jednak po stronie Ukrainy. Owym "zielonym ludzikom", wybierającym się na wojnę ze względu na żądzę przygód, można by sprzedać wspomniane baterie patriot za przysłowiowe euro albo za złotówkę.

Te pierwsze "zielone ludziki" miały supernowoczesne zestawy buk i nikt o nie nie robił żadnej draki. Aż do zestrzelenia pasażerskiego samolotu MH17 malezyjskich linii lotniczych. O co też nikt jakiejś specjalnej draki nie robił udając, że winne są tylko wspomniane "zielone ludziki".

***

Uwaga

Tych 200 tys. ludzi naprawdę nie musiało umrzeć.

Poruszający film o pandemii – aby zobaczyć kliknij nasze logo.

***

Mateusz Cieślak. Fot. Wikimedia.