Szukaj
  • redakcja

Trudno w to uwierzyć. Kobieta zabrała odpadki z kontenera na śmieci. Jest teraz sądzona za kradzież




Chodzi o mieszkankę Białegostoku. Ewelina Głowacka zauważyła, że na śmietnik przy Biedronce znajdującej się przy ul. Transportowej w tym mieście wyrzuconą żywność.


Były to produkty, które nie nadawały się do sprzedaży, ale zdaniem kobiety były zdatne do jedzenie. Tak czy inaczej - skoro wylądowały na śmietniku - miały status odpadków.


Kobieta zebrała to, co uznała, że można wykorzystać. Załadowała do swojego samochodu.


Tu dodajmy, że pani Ewelina - doktorantka polonistyki Uniwersytetu w Białymstoku - jest freeganką. Wyznaje zasadę, że owoce i warzywa nie powinny się marnować i ma obyczaj zabierać je, jeśli widzi, że ktoś je potraktował jak odpadki.


Nie zdążyła odjechać. Podszedł do niej pracownik ochrony.


Pomiędzy nimi wywiązała się sprzeczka. Tu obie relacje są rozbieżne.


Kobieta twierdzi, że ochroniarz atakował ją gazem i chciał zakuć w kajdanki. Przedstawiciele sieci handlowej twierdzą natomiast, że to ona była niegrzeczna oraz agresywna w przeciwieństwie do pracownika ochrony/


To jednak jest mniej istotne od tego, co wydarzyło się później. Na miejsce wezwano policję.


Policja nałożyła na Ewelinę Głowacką mandat w wysokości 200 zł za zabranie rzeczy ze śmietnika. Kobieta miała dopuścić się kradzieży.


Sprawa trafiła do sądu. Policja stoi na stanowisku, że zabór odpadków przeznaczonych do utylizacji jest kradzieżą. Te odpady bowiem nadal należą do ich właściciela, nawet jeśli są na śmietniku.


Z kolei sieć handlowa przekonuje, że odpadki nie były wyrzucone na śmietnik. Znajdowały się bowiem w kontenerze ReFood i sieć rozlicza się z firmą, która zawartość kontenerów odbiera.


***

Uwaga

Tych 200 tys. ludzi naprawdę nie musiało umrzeć.

Poruszający film o pandemii – aby zobaczyć kliknij nasze logo.

***


Mateusz Cieślak. Fot. Pixabay.